ARCHIWUM GALERII

Kliknij, aby zobaczyć film

K&K School of English na Mistrzostwach Świata w Lekkoatletyce - Berlin 2009

Marek Kokosiński z maskotką Mistrzostw
Anita Włodarczyk po zdobyciu medalu
mistrzyni świata specjalnie dla K<span class='amp'>&</span>K School of English
z mistrzynią świata :)
Usain Bolt niekwestionowana gwiazda Mistrzostw
autograf dwukrotnego rekordzisty świata Usain'a Bolta
Tomasz Majewski po eliminacjach pchnięcia kulą
Radość Ezekiela Kemboi po biegu na 3km z przeszkodami

część pierwsza 


K&K School of English na Mistrzostwach Świata w Lekkoatletyce - Berlin 2009

Szymon Ziółkowski - srebro w rzucie młotem!
Kamila Chudzik i reprezentant K<span class='amp'>&</span>K School of English :)
z Sylwestrem Bednarkiem
Anna Rogowska i Monika Pyrek - złoto i srebro w skoku o tyczce dla Polski!
Piotr Małachowski & Marek Kokosiński
Autograf srebrnego medalisty w rzucie dyskiem
Przyjaźń sąsiedzka kwitnie :)
uchwycony polski moment

część druga 


Zakończenie I semestru 2008/2009 z K&K School of English

Walentynki czas zacząć...
K&K School of English w walentynkowym nastroju
and the winner is...
żwawym krokiem po nagrodę
Sylwia Buchalska wschodząca gwiazda sceny muzycznej
Gran Canaria w zasięgu ręki
nagrody zostały rozdane
K&K School of English w walentynkowym nastroju

 


Wycieczka na Teneryfę naszej słuchaczki - lato 2008

This is my happiest day. I have won an excursion to the Tenerife Island. I decided that my mum would go with me on this amazing trip. My exciting first flight. Puerto de Santiago welcomes us with wonderful weather. We live in a beautiful hotel, in a room with a view on the Atlantic Ocean. I spend a lot of time on the pool and sightseeing. I admire the incredible cliffs of Los Gigantes. I see that the inhabitants of the island work very hard. In the hotel I meet people from the whole Europe. I understand that knowledge of English helps a lot. The trip to the national park Canadas del Teide. Our bus goes up steeply upwards. I admire the view of the still active volcano Teide. It is the highest mountain in Spain ( 3718 m above see level). The mountain valleys and the Atlantic Ocean look beautiful. In this lunar landscape they shot “Star Wars”. Our next expedition. We go to Loro Parque. It is the biggest zoological garden on The Canary Islands. I admire fantastic exotic vegetation and wild animals: multicoloured parrots, crocodiles, lions, gorillas and tigers. I observe powerful orkas in a big aquarium. Later I watch a dolphins` show. They are very nice and intelligent. The “Penguin Planet” leaves a memorable impression. People observe penguins in their natural arctic environment. Walks underwater, glassed tunnel with sharks swimming over my head. It is a wonderful feeling. It is difficult to describe it. The week passed as if in a fairy tale. Time to come back. What a pity. Lots of love for everyone and I wish everyone luck in the next drawing of lots. Agata Betlej  


Uroczyste zakończenie roku szkolnego 2007/2008 z K&K School of English

 


Wycieczka na Teneryfę naszej słuchaczki (luty 2008)

I have never won anything big in a lottery and during this drawing at the Nowa Huta Culture Centre I was almost certain that this time it would be the same. I was really surprised when my name was announced. I couldn’t believe I had won the first prize and this year it was a trip to Tenerife! I was really happy. It was a really wonderful prospect to have holidays in the middle of winter. I decided to go on this trip with my mum. We set out from the airport in Warsaw. I had never flown before so the flight was a great experience to me. After a five-hour flight we arrived at Tenerife. It is the largest of the seven Canary Islands in the Atlantic Ocean off the coast of Africa, but they belong to Spain. The Canary Islands are well known for their good climate, which makes them one of the most popular tourist destinations in Europe. And we weren’t disappointed by the weather. The sun rises about eight am and sets about eight pm! The temperature in winter is high (about 25 degrees during the day) and the sun shines all the time. It was great that we could wear summer clothes like shorts, skirts and flip flops in the middle of winter! When I woke up the first day, I saw an amazing view from our room window. There were palm trees everywhere and I could see beautiful bluish ocean in the distance. Also the hotel and its surroundings were very nice. It had a very friendly atmosphere. In the middle of the hotel area, there was a large outdoor swimming pool and a poolside bar where drinks and snacks were served. The great weather encouraged us to go to the beach. Like the rest of the Canary Islands, Tenerife is of volcanic origin so the beaches are rather grey. It was a wonderful feeling to swim in the Atlantic Ocean. The water is warmer here than in the Baltic Sea in summer. We also sunbathed and walked along the sea shore. I also enjoyed swimming in crystal clean water in hotel’s outdoor pool. Tenerife is an island where everyone finds something interesting. We visited a large zoo park in Puerto de la Cruz. There was the largest collection of parrots and the biggest penguinarium worldwide, including the biggest manmade iceberg. We could admire a group of Californian sea lions and dolphins and amazing orca shows. The place I liked there most was a huge tunnel where people can see sharks. There were also many diverse animal and plant species. We also decided to do a mountain trip from Masca, the most highly situated village on the island. After three hours of trekking we arrived at the gulf. The trip included also a dolphin-watching boat trip, but we unfortunately did not see any. Instead of the dolphins we could admire beautiful cliffs and navy blue water of the ocean. We were lucky to be on Tenerife during the carnival. On the last day of the carnival there is a huge parade in the capital city Santa Cruz. It is similar to the parade in Rio de Janeiro. Many people, especially children, disguise as characters from films, fairy tales and cartoons. There are also groups of dancers in hand-made costumes. What also interested us in the capital city was the architecture. There are some beautiful colonial houses and nice parks. The week on Tenerife went by very fast and we did not see everything we wanted. I regret that we didn’t go to the volcano Pico del Teide, the highest peak of Spain. We have many beautiful memories and we returned suntanned to Poland. I recall the trip and I dream of being there again. And I’m sure I will go there again… Katarzyna Wójcik  


Uroczyste zakończenie I semestru 2007/2008 z K&K School of English

 


Kolędowanie 2007 z K&K School of English

 


Halloween 2007 - przedstawiamy prace naszych najmłodszych słuchaczy

 


Zakończenie roku szkolnego 2006/2007 z K&K School of English

 


Uroczyste zakończenie I semestru 2006/2007 w K&K School of English

 


Kolędowanie z K&K School of English

 


Księżyc nad Grover`s Corners

Grover`s Corners, New Hampshire, USA. 7 maja 1901 roku. Szósta rano. Doktor Gibbs wraca właśnie do domu - odbierał poród w sąsiedniej wiosce. Jego żona, Julia, przygotowuje śniadanie. Ulicą przechodzi roznosiciel lokalnej gazety. Jej wydawca, pan Webb, sąsiad Gibbsów, wstanie, jak zwykle, późno. Myrtle Webb, jego żona, krząta się w kuchni. Zaraz obudzą się dzieci. Zjedzą śniadanie i pobiegną do szkoły. Osiedle Teatralne, Kraków. 18 czerwca 2001 roku, szósta po południu. Na scenie Teatru Ludowego dwa stoły i kilka pomalowanych na żółto krzeseł. Akt pierwszy, widownia zapełniona po brzegi. Grzesiek, w kapeluszu na głowie, z teczką, przechodzi przez scenę. Wita się z Kaśką. Kaśka, ubrana w kraciastą sukienkę i fartuszek, wykonuje skomplikowane ruchy: odsłania wyimaginowane firanki, rozpala ogień, smaży jajecznicę. Obok podobnie wymachuje rękami Gosia, teraz żona pana Webba. Zaraz obudzą się dzieci. Pod oknami przejdzie Dawid, udając brzęk baniek z mlekiem. - Dzień dobry, doktorze – powie po angielsku do Grześka. – Ktoś zachorował? - Para bliźniąt przyszła na świat w sąsiedniej wiosce – - odpowie doktor Gibbs. – Będzie padać? - Raczej nie, popołudnie zapowiada się piękne – - odpowie mleczarz, pchając nieistniejący wózek. Doktor Gibbs przeszedł właśnie do klasy maturalnej. Tak samo jego żona, pani Webb i jej córka Emily. Pan Webb, lat dziewiętnaście, zdał maturę, za parę dni ma egzamin na studia. Pozostali mieszkańcy Grover`s Corners to głównie licealiści. Nieliczni, wśród nich gazeciarz Sławek, chodzą do podstawówki. Większość poznała się dopiero podczas zajęć w krakowskiej K&K School of English. Na scenę wchodzi reżyser – Marek Kokosiński. Prywatnie – właściciel szkoły i lektor angielskiego. Drobny, niewysoki, z nieodłączną fajeczką w dłoni (fajeczka to tylko rekwizyt). – Ta sztuka nazywa się „Our Town”. Jej autorem jest Thornton Wilder. Pierwszy akt pokazuje jeden dzień w naszym miasteczku. Jest 7 maja 1901 roku, na krótko przed świtem.... Grover`s Corners to prowincjonalna, senna mieścina, gdzie jedynym wydarzeniem są śluby i pogrzeby. Sensację wzbudza miejscowy pijak, dyrygent w kościelnym chórze. Każdy dzień przebiega niemal identycznie: mężczyźni pracują, kobiety zajmują się gospodarstwem, dzieci nauką i zabawą. Ten jednostajny rytm egzystencji ma jednak swoje drugie dno: jest próbą pokazania ponadczasowej wartości drobnych zdarzeń dnia codziennego. Dostrzega ją w ostatnim akcie, niestety już po śmierci, Emily Webb: - Czy którakolwiek ludzka istota zdaje sobie sprawę z tego, jak wspaniałe jest życie? Nasze miasteczko”, mniejsze lub większe, to tylko jedno z tysięcy miasteczek na całej kuli ziemskiej. Radości i smutki Emily, jej lekcje matematyki i prezenty urodzinowe – czym one są, gdy uświadomimy sobie, ile bilionów takich dziewcząt jest, było i będzie na świecie? – pyta w przedmowie do swojego dzieła Thornton Wilder. Urodzony w roku 1897, syn konsula, pierwsze dwa lata życia spędził w Szanghaju. Absolwent uniwersytetu w Yale, uczył francuskiego, był profesorem w Harvardzie. Pierwsze jego opowiadanie ukazało się w roku 1926. Za „Our Town”, które napisał dwanaście lat później, otrzymał nagrodę Pulitzera. W latach sześćdziesiątych spektakl pokazano w polskim Teatrze Telewizji. Marek Kokosiński i jego żona, Barbara, oboje angliści z dyplomami Uniwersytetu Jagiellońskiego, plany wystawienia sztuki Wildera snuli już od kilku lat. Pomysł wziął się, jak twierdzą, z „przyczyn sentymentalnych”. - „Our Town” graliśmy z kolegami na trzecim roku studiów, kiedy większości obecnych odtwórców tych samych ról nie było jeszcze na świecie – mówią. – To bardzo ciekawa nowela, ciepła, zupełnie odmienna od dzisiejszej, zabieganej rzeczywistości, a przy tym – z ponadczasowym przesłaniem. Adaptacja sztuki zbiegła się z dziesięcioleciem istnienia szkoły. Założyli ją na początku lat dziewięćdziesiątych. Wcześniej każde z nich uczyło angielskiego: on obcokrajowców w Nowym Jorku, ona młodzież w krakowskim liceum. W „K&K” pełnią teraz podwójną funkcję: właścicieli i lektorów. Jak mówią, udaje się im w ten sposób połączyć życiową pasję z wykonywaniem zawodu. Większość ról powierzyli oddanym słuchaczom, którzy uczęszczają na zajęcia od kilku lat. Pozostali zgłosili się sami. Role okazały się jakby „szyte na miarę”, pasujące do ich temperamentów i charakteru. Paweł: - Podoba mi się pan Webb. Ma trochę niekonwencjonalne podejście do rzeczywistości, tak samo jak ja. Kaśka: Pani Webb, którą gram w sztuce, ma charyzmę i mocną osobowość. Ja jestem o wiele spokojniejsza, nigdy nie podnoszę głosu, ale na scenie musiałam krzyczeć. Na pierwszych próbach miałam z tym problem, ale w końcu – przemogłam się. Dzięki tej roli sama się czegoś o sobie nauczyłam. < - Dużo pomogła nam pani Katarzyna Deszcz, reżyser teatralny – mówi Marek Kokosiński. – Udało się jej wydobyć z poszczególnych osób ich najbardziej charakterystyczne cechy. O tym, że zaangażowaliśmy ją do pracy przy spektaklu, zadecydował przypadek. Czwórka jej dzieci chodzi do „K&K School of English”.... Akt drugi. Na scenie Teatru Ludowego świetlany księżyc i dwie drabiny, symbolizujące pokoje na piętrze w dwóch sąsiadujących ze sobą domach. George (Piotrek), syn doktora Gibbsa, i młoda Emily Webb (Magda) stoją na ich szczycie, rozmawiając. Wystrojona w niebieską sukienkę Emily – najlepsza uczennica w klasie - udaje, że nie zauważa zapatrzonego wzroku sąsiada, robiąc jednocześnie zalotne minki. Magda: - Strasznie żal mi Emily. Jest naiwna, nie ma w niej ani odrobiny feministycznego zacięcia. Zapowiada się świetnie, ma najlepsze stopnie, ale zakochuje się w George`u i traci wszelkie szanse na karierę. Zostaje kurą domową, rodzi mu dwójkę dzieci i umiera w wieku dwudziestu kilku lat. Magda jest humanistką. Wrażliwą, łagodną, trochę zamkniętą w sobie. Jej Emily to urocza osóbka, pełna wdzięku i energii. George w sztuce Wildera to prosty chłopak. Zamiast uczyć się, woli grać w piłkę i wie, że kiedyś zostanie farmerem. - Czy taki sam jest Piotrek? –zastanawia się Magda. – Nie wiem, chociaż w roli sprawdził się idealnie. Chociaż chodzimy do tej samej szkoły i większość z nas mieszka w Hucie, tak naprawdę wcale się nie znamy. Spotykaliśmy się tylko podczas prób, kiedy nie było zbyt wiele czasu na rozmowy. Dalszy ciąg aktu drugiego. Pan Webb prowadzi pod rękę Emily (w tej samej sukience, tylko z welonem na włosach i naręczem kwiatów). Z drugiej strony wychodzi George (w garniturze). Za chwilę spotkają się pośrodku sceny. Emily zaczyna płakać (Magda mówi potem, że doprowadziła się do takiego stanu, ze płakała naprawdę). Emily: -Tato, ja nie chcę wychodzić za mąż. Chce być ciągle twoja małą dziewczynką... Pan Webb: Spokojnie, Emily, pomyśl przez chwilę. George! Pozwól tu na minutę. Popatrz, Emily, to najlepszy chłopak na świecie. George, oddaję ci moją córkę. Myślisz, że jesteś w stanie się nią zaopiekować? - Po co wysyłać chłopaków na obóz językowy? Jakby codziennie rozmawiali ze sobą po angielsku, to po dwóch miesiącach mówiliby tak dobrze, jak ci na scenie –komentuje siedzące na widowni małżeństwo. – Wystarczyło trochę poćwiczyć i w ogóle się nie mylą. Marek Kokosiński (w czasach studenckich grał George`a) mówi, że próby trwały trzy miesiące. Przed występem jego podopieczni byli na scenie zaledwie dwa razy. Jak udało im się opanować tak dużą ilość tekstu w obcym języku? - Wbrew pozorom nie jest to trudne – mówi Gosia (pani Webb). – Większość z nas przygotowywała się albo do matury, albo do egzaminów FCE, więc mieliśmy na co dzień kontakt z angielskim. Żaden z odtwórców głównych ról nie wybiera się jednak na filologię angielską. Ani do szkoły teatralnej, chociaż trudno nazwać ich prawdziwymi amatorami. Gosia, Kaśka i Magda od dawna interesują się teatrem, w tym roku spektakl z ich udziałem wygrał „FAMĘ”. Gosia chce studiować filmoznawstwo albo filologię hiszpańską, pozostałe dziewczyny nie mają jeszcze sprecyzowanych planów. Paweł został w tym roku laureatem olimpiady z angielskiego na szczeblu centralnym. Z aktorstwem ma styczność od dziecka – zawód ten wykonują jego rodzice. Nie chce jednak iść w ich ślady („fajne zajęcie, ale wynagrodzenie nieproporcjonalne do wkładanego weń wysiłku”). Za kilka dni zdaje egzaminy na japonistykę. - Wcale się im nie dziwię – mówi Marek Kokosiński. – Za moich czasów studenckich angielski stanowił okno na świat, choć jednocześnie możliwości wyjazdu były znikome. Teraz, kiedy wszyscy jeżdżą za granicę, ma znaczenie bardziej praktyczne. - Przyjemny język, ale nie chciałabym się do niego ograniczać – przyznaje Magda. – Dobrze jest robić wiele różnych rzeczy. Na razie wybierają się na wakacje. Kaśka nad jeziora, Gosia na Maltę, Paweł – gdzieś w góry. We wrześniu większość z nich znów rozpocznie zajęcia w „K&K School of English”. - Chodzimy tu już od sześciu lat – mówi Gosia. – Osiągamy coraz wyższy poziom, przez cały czas mamy kontakt z językiem. Poza tym przywiązaliśmy się. Jest świetna atmosfera, trudno się nudzić. Przedstawienie nie jest pierwszą próbą ożywienia szkolnej rutyny. Wcześniej były festiwale piosenki angielskiej, pokazy filmów, imprezy noworoczne. Planują wystawić „Our Town” jeszcze raz, najlepiej w tym samym składzie. Wstępny termin to późna jesień. Niestety, nie udały się żadne zdjęcia zrobione podczas czerwcowego występu. Jedyną jego dokumentacją jest film nakręcony kamerą wideo. Widać na nim również żywe reakcje publiczności. - Na początku trudno było mi ocenić spektakl, bo jak tu znaleźć obiektywne opinie dla przeżywanych dopiero co emocji? Jednak jak zobaczyłem ten film, na spokojnie, kilka dni później, pomyślałem sobie: oni naprawdę dobrze to zagrali – mówi Marek Kokosiński. - Może, jak dalej tak pójdzie, stworzymy nawet jakąś trupę amatorską? - dodaje i niekoniecznie musi to być żart. BEATA CHOMĄTOWSKA DZIENNIK POLSKI, sierpień 2001 


Little Dreams

W dniu 8 lutego w Teatrze Ludowym odbyło się przedstawienie teatralne w języku angielskim pod tytułem "Little Dreams" w wykonaniu słuchaczy z grup dziecięcych K & K School of English. A oto fragment recenzji, która ukazała się w "Gazecie Wyborczej" w dniu 9 lutego: PREMIERA w Teatrze Ludowym "AND THE GARLIC BUSINESS EXPLODED" Bardzo dużo dobrego humoru po angielsku Spektakl "Little Dreams" pokazali w niedzielę na scenie Teatru Ludowego młodzi aktorzy ze szkoły K&K School of English. Przygotowane według pomysłu dzieci przedstawienie uświetniło koniec zimowego semestru. (...) Aktorzy recytowali i tańczyli. towarzyszyły im efekty specjalne i dużo dobrego humoru. Całość w Gazecie Wyborczej Kraków z dnia 9 lutego 


Wycieczki do Kentu naszej słuchaczki

 


Halloween 2006 z K&K School of English

 


15 lecie K&K School of English

 


Zakończenie I semestru w K&K School of English

 


Kolędowanie na Krakowskim Rynku 2005 z K&K School of English

 


Halloween 2005 z K&K School of English

 


Wycieczka do Londynu naszej słuchaczki 2005

 


Próbny egzamin Cambridge (FCE, CAE, CPE)

 


Kolędowanie 18.12.2004 - tradycyjne kolędowanie z K&K School of English)

 


Wycieczka do Londynu naszych słuchaczek - lato 2004

 


Język to podstawa

szkoły językowe kraków al. Jana Pawla II 178, 31-982 Kraków szkoły jezykowe krakow tel. +48 12 644-78-27, +48 501-463-724
egzaminy cambridge kraków ul. Tuwima 1, 31-581 Kraków egzaminy cambridge kraków tel. +48 12 647-69-44

© Copyright K&K School of English